Zaczęłam tygodniowy kurs włoskiego w Rawennie!

Przyleciałam do Rimini w sobotę i zostałam tam na noc, po czym następnego dnia przyjechałam do Rawenny pociągiem. Miałam więc niedzielę dla siebie i czas na zebranie pierwszych wrażeń przed rozpoczęciem dnia zajęć. Opisałam ten dzień tutaj.

Dlaczego jestem w Rawennie?

Dzisiaj zaczął się mój tygodniowy intensywny kurs włoskiego w szkole Palazzo di Malvisi di Ravenna, do której trafiłam dzięki Włoskiemu Instytutowi Kultury w Krakowie, do którego uczęszczam na kurs. Moja krakowska szkoła organizuje stypendia dla swoich uczniów i co roku do rozdania jest pula dofinansowań na kursy w partnerskich szkołach włoskich. Ja dostałam się na taki kurs właśnie w Rawennie, którą sobie wybrałam.

Zajęcia zaczynają się codziennie o godzinie 9 i trwają do 13. Południa będę mieć właściwie dla siebie, dzięki czemu mogę zwiedzać miejsce w którym jestem, a jednocześnie stosować w praktyce to, czego uczę się na kursie.

Dzień 1: 16 września 

Dzisiaj był pierwszy dzień zajęć. Przyznam, że przed przylotem do Italii byłam lekko zestresowana przed tą podróżą. Teraz sama już nie wiem, czego dokładnie się bałam, była to chyba mieszkanka strachu przed otwarciem się na rozmowy po włosku, przełamaniem blokady, wyjściem poza strefę komfortu, a przy okazji lekkim strachem związanym z moją pierwszą taką podróżą solo.

Zobacz też: Lista włoskich szkół z kursami włoskiego (katalog +70 miejsc).

Już wczoraj podczas mojego niedzielnego spaceru po Rawennie odnalazłam swoją szkołę i najszybszą drogę, jaką mogę do niej trafić. Tak się składa, że wiedzie ona przez uliczkę Via Dante Alighieri, przy której znajduje się Tomba di Dante (Grób Dantego).

Tego poranka wyszłam nieco wcześniej, by przed zajęciami mieć czas na ewentualną rejestrację, zapoznanie się z miejscem itp.

W drodze do szkoły zobaczyłam starszego pana, który ukłonił się lekko gestem głowy w stronę grobu Dantego. Kiedy już go mijałam, zagadał do mnie po włosku informując, że w miejscu tym należy się ukłonić (choć szczerze mówiąc nie widziałam, by ktokolwiek inny tak robił). Ta uwaga umożliwiła panu otwarcie rozmowy. Zapytał skąd jestem, a dowiedziawszy się, że z Polski, zaczął wymieniać miasta i nazwiska związane z naszym krajem, które kojarzył, m.in. Wrocław, Mickiewicza, Chopina. Ot takie ciekawe i niespodziewane spotkanie, które pozytywnie nastroiło mnie na dalszą część dnia.

***

Kiedy zawitałam na miejsce i weszłam do sekretariatu, pracownice szkoły od razu spytały: Anieska? (Włosi mają tendencję wypowiadania mojego imienia właśnie w taki sposób 😉 co mnie nieco rozczula). Jedna z pań zaprowadziła mnie do odpowiedniej klasy, zerkając wcześniej na rozpiskę, która jak się okazało, wisiała na korytarzu i zawierała listę nazwisk przypisanych do odpowiednich grup wraz z numerami sal.

Weszłam do klasy, która była zupełnie pusta. Spytałam czy będę sama na zajęciach – przeszło mi to przez myśl mając w pamięci informację ze strony internetowej szkoły mówiącą, że maksymalna liczba osób w grupie to 8, a „w przypadku, gdy w grupie jest tylko jedna osoba, zajęcia odbędą się w formie lekcji indywidualnych, skróconych o godzinę.” Okazało się jednak, że nie będę sama. Usiadłam w oczekiwaniu na resztę, a po chwili, do sali weszły jeszcze dwie osoby. Pomyślałam, że któraś z nich pewnie jest nauczycielem (ze względu na dojrzały wiek). Byłam w błędzie! Nauczycielka weszła chwilę później, a po niej dołączyła jeszcze jedna starsza osoba. I tak, moja grupa liczy 4 osoby, w tym ja i trzy emerytowane osoby 🙂 Możecie wyobrazić sobie moje zaskoczenie!

Szybko okazało się, że pozostałe osoby w grupie są na dość zaawansowanym poziomie, tzn. przypisano nas do grupy na poziomie B2 (w Krakowie skończyłam w poprzednim semestrze B1). Zaczęliśmy lekcje długą dyskusją w przyjemniej i zabawnej atmosferze, każdy się przedstawił i opowiedział coś na swój temat po włosku.

Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie było to, że duża część zajęć to dyskusja. Dostaliśmy podręcznik Nuovo Contatto B2 (który i tak musiałabym kupić w październiku kontynuując zajęcia w Krakowie) i robimy z niego ćwiczenia, gdy przechodzimy do gramatyki (ah conjuntivo!), jednak duża część zajęć to dyskusja na przeróżne tematy.

Okazało się, że szkoła organizuje też różne aktywności, na które można (ale nie trzeba) się zapisać. Dzisiaj na przykład organizowane było wspólne  aperitivo, na które przyszło parę osób, co było kolejną okazją do dyskusji po włosku. Przyznam, że jeszcze nigdy nie mówiłam po włosku tyle co dziś (a mam męża Włocha!) i nawet nie wiedziałam, że jestem w stanie rozmawiać na tyle tematów (z błędami bo z błędami ale jednak)! Pierwsze koty za płoty!

***

Po południu dopadły mnie różne myśli związane z brakiem osób w podobnej do mojej grupie wiekowej. Nie ukrywam, że liczyłam na to, że poznam paru rówieśników, z którymi będzie można wieczorem pójść na kolację lub na drinka. W pozostałych grupach jest kilka młodszych osób, jednak póki co nie mieliśmy okazji się poznać i spędzić wspólnie czasu. Ktoś wspomniał, że w poprzednim tygodniu grupy były bardziej urozmaicone wiekowo, więc pewnie jest to kwestią danego tygodnia. Grupy są formowane według poziomu językowego, a nie wieku 😉 Moja grupa mimo przepaści wiekowej jest naprawdę bardzo fajna, atmosfera na zajęciach jest świetna. A do tego, bardzo podoba mi się, że starsze osoby chcą uczyć się języków, podróżują i w taki sposób spędzają swoje dojrzałe lata.

Po wspólnym aperitivo zrobiło mi się jakoś raźniej i stwierdziłam, że… Może w tym wyjeździe właśnie chodziło o to, żebym miała więcej czasu SAMA ZE SOBĄ… 🙂 Postanowiłam przyjąć z otwartym sercem wszystko to, co się dzieje podczas tej podróży 🙂

Zobaczymy co przyniosą kolejne dni!


To miejsce tworzymy wspólnie. Pozostańmy więc w kontakcie: