Mój pierwszy raz, czyli moja podróż solo do Włoch

Zawsze ciekawiło mnie, jak to jest wybrać się w samotną podróż. Z lekką (pozytywną) zazdrością słuchałam historii dziewczyn samotnie podróżujących po świecie, obserwowałam kanał Kaji z Globstory, która samotnie przemierzała świat. Wiedziałam, że prędzej czy później chciałabym tego doświadczyć na własnej skórze. Nie wiedziałam czy to polubię czy znienawidzę, choć czułam, że coś ciągnie mnie, by spróbować. I tak się stało.

Zapraszam Was na wpis, w którym dzielę się swoimi osobistymi wrażeniami i przemyśleniami z mojej pierwszej podróży solo do Włoch.


Dlaczego podróż solo?

Uwielbiam podróżować z moim mężem, często też wyjeżdżam z moją siostrą i kocham te podróże! Po co więc podróż solo?

Chociażby po to, by zostać na jakiś czas samemu ze sobą, dać sobie możliwość decydowania o sobie, polegania na swojej intuicji, słuchania siebie, jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało. Mając do dyspozycji kilka dni w nowym miejscu TYLKO DLA SIEBIE, nagle dochodzi do nas nasz własny głos podpowiadający nam, jak chcemy spędzać czas, o której wstawać, gdzie i co zjeść, co zobaczyć.

Jestem elastyczną osobą i mam to szczęście, że zwykle podróżuję również z osobami elastycznymi, o podobnych do moich gustach i zainteresowaniach, dlatego świetnie zgrywamy się podczas wyjazdów. Mimo to, byłam ciekawa, jak wyglądałaby podróż, w której wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Lubię mieć czas dla siebie i ogólnie rzecz biorąc, dobrze czuję się w swoim towarzystwie. Nigdy się nie nudzę, zawsze znajduję sobie jakieś zajęcie i lubię też eksplorować solo nowe miejsca. To wiedziałam już wcześniej i byłam ciekawa jak może przełożyć się to na wyjazd solo i podróż w nowe miejsca. 

Dla mnie ta pierwsza podróż to był ciekawy eksperyment na sobie samej, który polecam każdemu choć raz w życiu.

Kurs włoskiego okazją do podróży solo do Włoch

W moim przypadku wybór miejsca na pierwszą podróż solo był dość oczywisty – Włochy. Pomysł na wyjazd solo zaczął się od tego, że postanowiłam pojechać na tygodniowy intensywny kurs języka włoskiego. Interesuję się sztuką, fotografią, maluję, piszę bloga o Włoszech i wiedziałam, że taka podróż byłaby też (oprócz realizacji kursu) świetną okazją, by poświęcić czas tym zajęciom. Wiedziałam, że nie będę się nudzić!

Kurs włoskiego oznaczał, że przez tydzień będę w jednym mieście. Ja jednak chciałam, by ten wyjazd miał namiastki prawdziwego wypadu solo, zaplanowałam sobie, że po kursie zostanę jeszcze kilka dni i zwiedzę inne miasta w regionie Emilia-Romagna poza Rawenną, w której znajdowała się moja szkoła językowa.

Nie wybrałam się do egzotycznego miejsca, w którym doznałabym szoku kulturowego. Nie pojechałam do Azji, Afryki, ani Ameryki Południowej, choć wiele dziewczyn tak robi.

Osobom, które kusi wyjazd solo, ale nie są pewne co, jak, gdzie i dlaczego – polecam na początek wybranie do kraju europejskiego takiego jak Włochy, w którym kultura nie jest zupełnie odmienna od naszej. „Pretekst” w postaci kursu językowego daje też poczucie, że coś tam na nas czeka, może też być okazją do poznania nowych osób. Dla mnie był to świetny punkt zaczepienia do zaplanowania takiego wyjazdu. Przedłużyłam go o kilka dni, tak aby poza pobytem w jednym miejscu związanym z kursem zobaczyć też inne miasta i zorganizować sobie dni wolne od zajęć. 

Gdzie byłam i jak zorganizowałam sobie wyjazd?

Z Krakowa poleciałam liniami Ryanair do Rimini w sobotę, zostałam tam na jedną noc, w niedzielę zaś przemieściłam się pociągiem do Rawenny. Tam w poniedziałek zaczynałam kurs trwający do piątku. W piątek prosto po zajęciach pojechałam do Parmy, w której spędziłam dwie noce, następnie do Modeny na jedną noc i jeszcze na ostatnią noc do Bolonii, skąd następnego dnia leciałam z powrotem do Krakowa.

Chciałam dużo zobaczyć i nadać mojemu wyjazdu też charakter lekkiej przygody. Odpowiednio wcześniej zrobiłam wstępny plan wyjazdu (rozpisałam sobie jakie miasta chcę zobaczyć i jak to rozegrać czasowo), zarezerwowałam sobie na Booking noclegi (z opcją anulowania do możliwie ostatniego momentu w razie, gdybym w trakcie wyjazdu chciała zmienić plany). Z jednej strony chciałam mieć jakieś poczucie bezpieczeństwa i wstępny plan, z drugiej strony chciałam też mieć przestrzeń na spontaniczność.

 

Jak spędzałam czas?

W tygodniu trwania kursu codziennie od 9 do 13 odbywały się zajęcia włoskiego i to narzucało pewien rytm dniom w Rawennie. Poza tym miałam czas dla siebie. Oczywiście w ciągu dnia znajdowałam też moment, aby przygotować się na zajęcia następnego dnia, jednak to ode mnie zależało kiedy i gdzie – na przykład pewnego dnia zabrałam podręcznik i notatki na plażę w Rawennie, oddaloną około 30 minut jazdy autobusem.

Popołudniami zwykle spacerowałam, zwiedzałam miasto, obserwowałam ludzi, robiłam zdjęcia. Bardzo dużo chodziłam. Wieczorem mimo tego, że byłam sama, często zasiadałam na aperitivo w postaci kieliszka wina i jak to we Włoszech, dostawałam do tego zazwyczaj górę przekąsek. Potem jeśli byłam jeszcze głodna, szłam na kolację do restauracji i zamawiałam coś pysznego. W końcu wyjazd do Włoch to też podróż kulinarna, a podróż solo to okazja do rozpieszczania samej siebie ;)! Po kolacji zwykle znów spacerowałam.

W dniach, w których nie miałam kursu mój rytm dnia wyglądał nieco inaczej, gdyż miałam cały dzień do własnej dyspozycji. Jako, że zwiedzałam kilka miast, kilkukrotnie przemieszczałam się pociągami. Wymeldowywałam się więc z dotychczasowego miejsca po śniadaniu i szłam bezpośrednio na pociąg. Po zameldowaniu się w nowym miejscu niemal od razu szłam na pierwszy spacer, jadłam lunch i znów długo spacerowałam odkrywając nowe miasto.

Czasami zasiadałam na kawę, lampkę wina. Przed wyjazdem miałam w planie urban sketching – rysowanie uliczne. Sama nie wiem dlaczego, ale w praktyce nie zrealizowałam tego planu. Łapałam natomiast mnóstwo inspiracji w postaci fotografii, które teraz w warunkach domowych służą mi jako materiał do tworzenia ilustracji inspirowanych Italią. 

Plaża w Rimini
Rawenna

Czy czułam się bezpiecznie?

W miastach, które odwiedziłam czułam się bardzo bezpiecznie. Byłam jednak bardzo ostrożna i pojawiając się w nowym miejscu szybko weryfikowałam, jak czuję się w danym miejscu, czy mogę spacerować po zmierzchu itp. W rezultacie przebywałam na zewnątrz często do późnych godzin wieczornych, ale pozostawałam w centrum i w miejscach, w których byli ludzie. Zawsze pilnowałam swoich osobistych rzeczy, nie nosiłam ze sobą wszystkich pieniędzy i dokumentów. Tak na wszelki wypadek.

Jeśli jednak podczas podróży dopadł mnie strach i złe przeczucie związane z jakimś miejscem, wejściem w jakąś ulicę itp. – po prostu słuchałam tego głosu i unikałam takich miejsc. 

Co mi dał taki wyjazd poza zaspokojeniem ciekawości?

Teraz z perspektywy czasu myślę sobie, że moją największą lekcją wyniesioną z tej pierwszej podróży solo jest to, że teraz jeszcze bardziej wiem, że mogę na sobie polegać, że dam sobie radę w różnych sytuacjach, że mogę jechać sama gdziekolwiek, ogarniać połączenia pociągów, zmieniać plany na bieżąco i polegać na swojej intuicji.

Przed podróżą miałam pewne obawy i nie będę ukrywać – trochę się bałam. Często zanim jesteśmy w danej sytuacji, wyobrażamy sobie różne scenariusze, a ja należę do osób z dość bujną wyobraźnią. Wydawało mi się też, że gdy pojadę sama to będę na siebie zwracać uwagę, niczym gdybym miała wypisane na czole, że podróżuję sama.

Strach ma wielkie oczy.

W momencie, gdy przeżywamy daną sytuację, obawy przeważnie znikają i okazuje się, że tak naprawdę nikt nie zwraca na nas uwagi. Jesteśmy jednymi z wielu, a innych kobiet, które podróżują samotnie jest więcej. Nawet podczas podróży pociągiem z walizką nie mamy wypisane na twarzy gdzie jedziemy i czy będziemy tam same – przecież możemy jechać gdzieś służbowo, odwiedzać rodzinę, znajomych. Z drugiej strony nie oznacza to, że trzeba totalnie zignorować wszelakie obawy i strach, który odczuwamy, wręcz przeciwnie. Ja po prostu starałam się obserwować to, jak czuję się w danym miejscu i sytuacji i ufałam swojej intuicji.

Parma Piazza Duomo

Samotność w podróży

Wiele osób nie wyobraża sobie podróży solo w obawie przed samotnością. Wiedzą, że będzie brakowało im kogoś, z kim mogliby podzielić się emocjami, pięknymi widokami itp. Ja również uwielbiam dzielić te doświadczenia z drugą osobą. W praktyce w ciągu dnia jednak samotność raczej mi nie doskwierała – ogólnie lubię sama spacerować i eksplorować nowe miejsca, a w dzisiejszych czasach możemy w momentach samotności wysłać zdjęcia, wiadomości, zadzwonić do bliskich.

W moim przypadku ze względu na działalność blogową, moją podróż relacjonowałam na Instagramie, co zapewne sprawiało, że czułam, jakby ktoś jeszcze mi towarzyszył 🙂 Chciałam jednak doświadczać na bieżąco, więc zdjęcia i filmiki wrzucałam zazwyczaj pod koniec dnia w hotelu lub w momentach odpoczynku.

Nie mogę powiedzieć, że uczucie samotności nie dopadło mnie w ogóle – ja odczułam ją pod koniec wyjazdu wieczorami, w porze wyjścia na aperitivo i wieczornej kolacji, które zwykle są momentami, które dzielę z kimś bliskim. Szczególnie we włoskiej kulturze wieczorne posiłki są okazją do rodzinnych i towarzyskich spotkań. Jeśli takie momenty w restauracji były dla mnie krępujące, starałam się mieć pod ręką książkę, notes, notatki, nad którymi spędzałam czas w oczekiwaniu na kolację lub w trakcie delektowania się winem.

plaża w Rawennie

Myślę, że jednym z największych mitów związanych z podróżowaniem solo jest utożsamianie tego z samotnością i podróżą samotną. Solo nie oznacza samotnie. Solo nie oznacza gorzej. Solo oznacza, że ktoś czuje się na tyle dobrze i komfortowo we własnej skórze, że może być dla siebie samego towarzyszem podróży. Nawet jeśli podczas takiego wyjazdu ogarnie nas uczucie osamotnienia, zwykle jest to moment, który mija i nie oznacza to, że to doświadczenie nie ma sensu lub że się do niego nie nadajemy! To od nas zależy, co z tym uczuciem zrobimy, w co je przekujemy. A potem będziemy już tylko silniejsi. Ja przynajmniej czuję się silniejsza. 

A jak to wygląda u Was?

Podróżujecie solo? Lubicie to?

A może zawsze chcieliście ale się obawiacie? Dajcie znać w komentarzu!


To miejsce tworzymy wspólnie. Pozostańmy więc w kontakcie: