Kartka z pamiętnika: Moja pierwsza podróż do Włoch (2011, Palermo)

Jakiś czas temu otworzyłam swój notes, który miałam ze sobą podczas swojej pierwszej podróży do Włoch w 2011 roku (wcześniej byłam we Włoszech przejazdem więc tego nie liczę) na Sycylii. Ponieważ od zawsze lubiłam pisać, podczas tej podróży skrupulatnie notowałam swoje spostrzeżenia. Dzisiaj czytając je trochę chce mi się śmiać (a i pewnie Wy się uśmiejecie) ale postanowiłam podzielić się z Wami tym, co wtedy notowałam. Choć wtedy nie miałam pojęcia, że kiedykolwiek założę bloga o Włoszech, to jak teraz patrzę na te notatki to wydaje mi się, że nie mogło być inaczej 😉

Słowem wstępu

W odróżnieniu od pisania bloga, tego typu pamiętnik i notatki prowadzone są dla samego siebie, bez świadomości, że ktoś inny będzie miał do nich dostęp – czytając ten wpis pamiętajcie, że była moja pierwsza podróż do Italii, a notatki te prowadziłam dla siebie.

Czego wtedy nie byłam jeszcze świadoma, to różnorodność Włoch, o której mogłam przekonać się dopiero podczas kolejnych lat, odwiedzając różne rejony Włoch. Jadąc w jedno miejsce w danym kraju, łatwo wyrabiamy sobie opinię o całym kraju. Włochy są świetnym zaprzeczeniem dla myślenia tego typu. Dla mnie ta podróż była pierwszym zetknięciem z tym krajem, który narobił mi smaka na więcej. To właśnie wtedy usłyszałam po raz pierwszy, że południe czuje się odosobnione od północy i vice versa. Bardzo chciałam przekonać się jak wygląda każdy region, czym się różnią, jak wygląda kultura każdego zakątka. Z tej ciekawości narodził się fanpage i blog Uwielbiam włoskie klimaty, a moja podróż przez Włochy wciąż trwa.

Reportaż zdjęciowy z tej wyprawy znajdziecie na końcu wpisu.

***

Plan był taki, że polecimy na Sycylię razem z moją siostrą Kasią. Ponieważ Kasia mieszka w Londynie, postanowiłam ją najpierw odwiedzić, a potem wspólnie poleciałyśmy do Palermo z Londynu. Plan lotów wyglądał więc następująco:

5 maj – lot Katowice – Londyn
8 maj = Londyn – Palermo
14 maj Palermo – Londyn
15 maj Londyn – Katowice

Poniższe notatki są w 100% przepisane z mojego notatnika. Tam, gdzie dzisiaj miałam coś do dodania, w nawiasie dopisałam ‚dopisek autora’.

Kartka z pamiętnika

Hotel Mediterraneo w Palermo
Via Rosolino Pilo 43
90139 Palermo

Z lotniska do centrum Palermo można dostać się:
– autobusem do centrum co ok. 0.5 h (zatrzymuje się koło Teatro Politeama Garibaldi na Piazza Ruggero Settimo – bilet u kierowcy
– linie kolejowe Trinacria Express (ok. 5 euro)
Powrót: Autobus Prestia e Comandè (ok. 6,80 EUR)

8 maja

Po bardzo wczesnej pobudce około 3:20 i stresującym, pośpiesznym poranku i przyjemnym locie z Londynu, w końcu stanęłyśmy na sycylijskiej ziemi wciąż nie wierząc, że to SYCYLIA. Zaskakująco łatwo dostałyśmy się z lotniska do samego Palermo, a stąd do hotelu, mimo, że Włosi nie grzeszą znajomością angielskiego. No i od razu pojechałyśmy na plażę w Mondello, dopiero tam czując smak morskiej miejscowości i żałując chwilę, że nie tam mamy nasz hotel. Jest pięknie. Spaliło nas słońce już w pierwszy dzień.

  • Włosi jeżdżą jak szaleni i CIĄGLE trąbią
  • Są bardzo ale to bardzo pomocni
  • Można się dogadać mimo braku znajomości ich angielskiego i naszego włoskiego
  • Lody włoskie – duże, dobre i szybko się topiące
  • Włoska lasagna – mmm!
  • Brak sklepów spożywczych! Szukałyśmy długo!
  • Bilet autobusowy przypominający polski PRL, zresztą autobusy niczym się nie różnią od olkuskich (dopisek autora: Olkusz to miejscowość w małopolsce, w której dorastałam)

9 maja

Do tego stopnia spodobała nam się Sycylia, że nawet rozmawiałyśmy z Kasią o przeprowadzce tu na parę miesięcy. Obie podobnie patrzymy na wiele rzeczy (w końcu siostry…) i jedną z nich jest niezaprzeczalny fakt, że życie jest za krótkie aby mieszkać w jednym miejscu. Obie myślimy raczej o paromiesięcznej eksploracji niż mieszkaniu na stałe.

Wieczorem udałyśmy się na kolację z zamiarem pójścia do restauracji, w której jadłyśmy w poniedziałek. Skręciłyśmy w uliczkę wcześniej (dalej?) z przekonaniem, że to ta do której zmierzamy. Okazało się, że podobieństwo uliczek Palermo zapędziło nas w zupełnie inną, nieznaną dotąd dzielnicę.

Gdy już miałyśmy się wycofywać, w poszukiwaniu te prawidłowej, zobaczyłyśmy małą restauracyjkę ze stolikami na zewnątrz i bufetem z dużym wyborem starterów. Wyszedł kelner z pytaniem „Do you speak English?”, co w Palermo było dla nas zupełnie czymś nowym. Zachęcone możliwością konwersacji werbalnej (w końcu!), a nie tej na migi włosko-angielskie, którą możnaby podsumować słowami z naszej strony „non capisco” i urzeczone krótką konwersacją decydujemy się zostać. Po krótkiej naradzie co do wyboru stolika, siadamy w końcu w wąskiej uliczce na zewnątrz. Jest na tyle ciepło by jeść na zewnątrz i rozkoszowac się białym winem. Przynoszą nam dzbanek zamiast tylko dwóch kieliszków, rozmawiamy z kelnerem, który okazuje się być z Indii i od dziewięciu lat na emigracji. Na imię ma Schuvarro (dopisek autora: po wygooglowaniu było to prawdopodobnie imię Chavarro) – nazwałyśmy go między sobą Szuwarek.

Starszy kelner, równie miły jest Sycylijczykiem. Pasowało mi do niego imię Giuseppe, ale okazuje się, że naszywa się Frank. Jest i trzeci, wszyscy mówią po angielsku, dodają nam do zamówienia pieczywo i jakieś regionalne mięsko z bardzo mocno przyprawionym sosem. Szuwarek chce się jeszcze z nami spotkać. W sumie czemu nie, właśnie o to mi chodziło by poznać ludzi. Dzięki temu zwiedzanie nabiera innego wymiaru. Widzimy to miejsce przez pryzmat ludzi mieszkających tu i mających z tym miejscem dużo więcej do czynienia. Szuwarek opowiedział nam o tutejszej biedzie i tym, że ciężko mieszkac w Palermo. Faktycznie można dostrzec to na ulicach i zaukłach skręcając chociażby w pierwszą lepszą mniejszą uliczkę. W niektórych dzielnicach zwłaszcza. Dla nas przyjezdnych ma to swój urok, dla mnie zwłaszcza jako dla osoby fotografującej – nabiera to innego wymiaru. W rezultacie tej restauracyjnej znajomości płacimy tylko za posiłek, w sumie 16 EUR. Jacy ci ludzie są kochani!

***

Dziś na plaży złapała nas burza piaskowa. Uciekałyśmy aż się za nami kurzyło (dosłownie). Oczywiście gdy już wsiadłyśmy do autobusu powrotnego, nagle wróciło słońce… A wcześniej nabrzmiałe chmury omal nie oberwały się nad nami w drodze z Mondello do Palermo.

10 maja

TARG. W końcu go znalazłyśmy! Targ, o który nam chodziło okazał się być 5 minut drogi od nas. Okazuje się, że nasz hotel jest w idealnym punkcie w samiuteńkim centrum. Między Teatrem Massimo a Teatrem Politeanno, do przystanku do Mondello 5 min. No i ten targ… Jeszcze wczoraj rozważałyśmy z Kasią przenosiny do Mondello, znalazłyśmy B&B blisko morza za 70 EUR. Ale jednak zostajemy. Za to widziałyśmy cudny mały domek do wynajęcia w Mondello… marzenie. Myślę jakby to zrobić, żeby przenieść się tu na jakieś dwa miesiące…

A targ… Raj dla smakosza i fotografa. Dźwięki mieszkańców, język włoski, zapach ryb. Wszystko fotografowałam. Znowu zaczepił nas chłopak, który znajomością angielskiego zachęcił nas do wejścia do jego sklepu. Znów było ich trzech i byli bardzo mili. Do tego stopnia, że Kasia mogła skorzystać z ich laptopa (dopisek autora: potrzebowała na moment sprawdzić pracę 😉). I tak wysyłając maile z samego serca targu w Palermo wyszłyśmy obkupione w specjalny włoski makaron i sosy. I umówiliśmy się wstępnie na dziś albo czwartek na drinka. Myślę, że nietrudno byłoby poznać tu ludzi przyjeżdżając na dłużej samemu.

Dopisek autora: Trzy najpopularniejsze targi w centrum Palermo to Mercato del Capo, Mercato Ballarò i Vucciria (który nocą zamienia się też w market nocny). Niestety nie zapisałam sobie, który z nich odwiedzałyśmy.

podróż do palermo

13 maja

Obserwacji ciąg dalszy:

  • Brak rozkładów jazdy na przystankach! Jak przyjedzie to przyjedzie, jak nie to nie 😉
  • Dziwna obserwacja na temat kontrolerów w autobusach. Niby sprawdzają bilety i to często, ale gdy ktoś nie ma (raz zaobserwowane) to kazali mu wysiąść, lub gdy ktoś ma ale nie skasowany (też raz zaobserwowane) to kontroler wziął i mu skasował! Nie płacą kar za brak biletów?
  • Mężczyźni żegnają się tu całusem (głośny cmok!) w policzek. Niezależnie od wieku – zarówno 17-letnie szczyle, jak i 70-latki.
  • Są bardzo pomocni – gdy na ulicy z Kasią rozkładamy mapę nie wiedząc gdzie iść dalej, czasem ktoś sam podchodzi z pytaniem czy pomóc.
  • Gdy coś powiemy po włosku pytając o drogę lub zamawiając coś w knajpie, oni nawijają do nas po włosku z przekonaniem, że skoro znamy parę słów włoskich, to zapewne wszystko rozumiemy.
  • Mają gdzieś przechodniów. Nawet na pasach trzeba mieć oczy dookoła głowy i czasem uciekać z podkurczonym tyłkiem przed szaleńcami drogowymi, których nie brakuje.
  • Mafii nie widać na ulicach 😉
  • Można palić w autobusach (?!) Jakieś szczyle dziś zapaliły i nikt nie zwrócił im uwagi; choć ludzie dziwnie patrzyli.
  • Często mają w restauracjach wliczony napiwek pod kryptonimem na rachunku COPERTO
  • Nie mają chyba caffe frappe (mrożonej) – wymysł Amerykanów?
  • Nie jedzą spaghetti widelcem i łyżką! (nie podają łyżki)
  • Ich budynki i architektura miasta Palermo jest niesamowita. Stare, obdarte i rozsypujące się kamienice a obok nowe. Mieszanka stylów. Katedry będące chrześcijańskimi świątyniami przekształcone w meczety i na odwrót. Istny misz masz!
  • W Mondello mnóstwo pustych (i cudownych) willi pod wynajem (ah…)
  • Siesta około 13:00-16:00 (coś koło tego)

Zdjęcia z podróży

Tu niestety moje notatki z tej podróży się urywają. Ponieważ podczas tej wyprawy bardzo dużo fotografowałam, poniżej dzielę się z Wami moim reportażem ze wspomnianych miejsc i momentów.

Z perspektywy czasu świetnie wraca się do tych notatek. Jednak po wielu latach podróży do różnych miejsc we Włoszech zacierają się te pierwsze wrażenia i świetnie mieć je spisane. Podczas kolejnych podróży robiłam skąpe notatki, które miały mi pomóc w przygotowaniu wpisów na bloga, jednak myślę, że powrócę do takiego ‚pamiętnikowego’ pisania!

_____
A Ty co pamiętasz ze swojej pierwszej podróży do Włoch? Robiłaś/eś zapiski? Daj znać w komentarzu!

A na koniec cytat…

Może faktycznie nie my wybieramy nasze podróże, tylko one nas?

Martyna Wojciechowska