Jak praca zdalna zmieniła moje życie [część I]

Pod wpływem pandemii praca zdalna stała się chcąc nie chcąc popularnym tematem. Wiele firm i pracowników było zmuszonych szybko przeorganizować swoje procesy i umożliwić pracownikom pracę z domu. 

I co?

Okazało się, że pracownicy nie tylko nie pracują mniej (wbrew obawom wielu szefów), a często są wręcz dużo bardziej produktywni. Wiele firm pod wpływem tych obserwacji ogłosiło, że zamierza umożliwić pracę zdalną również po pandemii. Kilka znanych  przykładów to:

  • Facebook, który zadeklarował, że większość pracowników będzie mogła pracować z domu do końca 2020 roku.
  • Google przedłużyło pracę z domu do końca roku
  • Firma Mastercard zadeklarowała, że większość jego pracowników może pracować z domu, dopóki „nie będą” gotowi do powrotu.
  • Microsoft, gdzie praca z domu przedłużona została do października dla większości pracowników
  • Twitter zaoferował pracownikom opcję stałej pracy z domu
  • WPP, największa na świecie agencja reklamowa twierdzi, że powrót do biura ma być dobrowolny i elastyczny

(Źródła: CNBC, BBC)

Dla wielu ludzi i firm było to pierwsze zetknięcie się z taką formą pracy. W moim przypadku pandemia nie zmieniła nic pod względem zawodowym, gdyż pracuję zdalnie od 2016 roku.

Postanowiłam stworzyć wpis, w którym podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami związanymi z tym okresem, a także tym, jak praca zdalna zmieniła moje życie i czego mnie nauczyła (poza umiejętnościami zawodowymi).

W tym wpisie opisuję 8 refleksji wyniesionych z tego okresu. Mam ich znacznie więcej, dlatego kolejne spiszę je w kolejnej części tego wpisu 🙂

praca zdalna

1. Warto zadać sobie pytanie nie tylko o to „co chcę robić w życiu zawodowo”, ale „jak chcę pracować”

Już w trakcie dziennych studiów magisterskich zaczęłam pracę zawodową na pełen etat (jak teraz o tym myślę to nie wiem jak udawało mi się to godzić ;)). Studiowałam socjologię reklamy i ciągnęło mnie do tego, by poznać świat marketingu w praktyce, a nie tylko z książek. Przez kilka pierwszych lat (na i po studiach) pracowałam w różnych firmach i agencjach interaktywnych w Krakowie. W tym czasie coraz lepiej poznawałam samą siebie i swoje potrzeby, przyglądałam się temu w jakie kierunki rozwoju mnie ciągnie, ale zaczęłam analizować również to, w jaki sposób lubię pracować.

Nikt nigdy wcześniej, ani w szkole, ani na studiach, ani w pracy nie wspomniał o tym, że jest to kwestia, którą warto przemyśleć i że są inne opcje niż praca w biurze.

Jestem osobą kreatywną i tego też wymagała moja praca, a ja zaczynałam czuć, że rytm pracy biurowej 9-5 nieco kolidował z moją wizją siebie w pracy. Z czasem irytowały mnie też dojazdy, poranny pośpiech, marznięcie zimą na przystankach, kuchenne ploteczki biurowe itp.

Coraz bardziej zaczynała mi się podobać wizja zabrania swojej pracy gdziekolwiek ze sobą, choć wtedy wtedy Instagram i model „pracy w podróży” (tzw. digital nomad) wcale nie były jeszcze popularne.

W ostatniej firmie, w jakiej pracowałam „stacjonarnie” pracownicy mieli możliwość pracy zdalnej jeden dzień w tygodniu. Łapałam się na tym, że co tydzień z niecierpliwością czekałam na ten dzień zdalny, by móc zorganizować sobie pracę dokładnie według własnego rytmu.

W mojej głowie już świtała wtedy idea, by może przejść na pracę zdalną na freelance realizując marketing dla różnych klientów.

To wtedy zaczęłąm po raz pierwszy myśleć nie tylko o tym CO chcę robić zawodowo, ale JAK chcę pracować. Jeśli również zastanawiasz się, jaki model byłby dla Ciebie najlepszy, odpowiedz sobie szczerze przed sobą (a najlepiej zapisz swoje odpowiedzi):

  • Jaki rytm dnia jest dla mnie najlepszy?
  • W jakich godzinach jestem najbardziej produktywna?
  • Jak wyobrażam sobie swoje miejsce pracy? (A może nie chcę mieć stałego miejsca pracy?)
  • Na czym mi najbardziej zależy w kwestiach zawodowych?
  • Czy lubię pracować z ludźmi dookoła czy raczej w samotności?

2. Warto posłuchać swojej intuicji

Wizja pracy zdalnej coraz bardziej mi się podobała. Wiedziałam, że wymaga ona jednak:

  1. Założenia własnej działalności
  2. Szukania klientów (a przynajmniej wtedy wydawało mi się, że jeśli będę pracować z domu to będzie to freelance w postaci działań marketingowych dla kilku różnych klientów)

Przebąkiwania o tej wizji w gronie rodzinnym spotykały się raczej z negatywną reakcją (stereotypy związane z prowadzeniem działalności w Polsce, to że trzeba samemu opłacać składki, ogarniać podatki itp.), w związku z czym zwlekałam z jej realizacją.

Zbiegło się to jednak z kilkoma wydarzeniami. Firma, w której wtedy pracowałam postanowiła zamknąć polski oddział (główny jej oddział był w Australii).

Teoretycznie to była idealna okazja by ‚przejść na swoje’, ale wciąż brakowało mi odwagi. Znalazłam nową pracę i wróciłam do biura, choć zupełnie bez entuzjazmu, bo już wtedy totalnie nie czułam, by to był model pracy dla mnie. Jednak już trzeciego dnia się zwolniłam…

Bynajmniej nie dlatego, że nagle nabrałam odwagi. Dziś wiem, że mogłam wtedy słuchać swojej intuicji. 

3. Czasami najtrudniejsze sytuacje życiowe wymuszają na nas decyzje, które przynoszą dobre zmiany

W tym samym tygodniu okazało się, że mój mąż zaczął zmagać się z problemami zdrowotnymi. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze jak są poważnie, ale po perypetiach z polską służbą zdrowia, w tym samym tygodniu postanowiliśmy polecieć do Włoch i tam kontynuować badania i leczenie.

Mogłam wtedy albo zostać w Polsce w nowej pracy, której nie czułam, z dala od mojego (wtedy jeszcze) narzeczonego, albo rzucić pracę, pojechać z nim, założyć działalność i zacząć pracować zdalnie z Włoch. Dla mnie wybór był oczywisty.

Na początku przez krótki okres czasu pracowałam dla kilku polskich klientów na freelance, jednak dość szybko trafiłam na LinkedInie na ofertę pracy dla międzynadorowej agencji inbound marketingu, która funkcjonowała w 100% zdalnie. Właściciele firmy byli w Czechach, ale współpracowali z osobami z całego świata. Wysłałam aplikację i zapomniałam o niej.

Po dwóch tygodniach firma odezwała się, a ja dostałam ten kontrakt. Zaczęłam współpracować z tą firmą w pełnym wymiarze godzin.

Zespół składał się z ludzi z różnych krajów na świecie. Pracowałam m.in. z osobami z Czech, z Turcji, Argentyny, Singapuru, Filipin, USA, Francji. To było nowe doświadczenie i wtedy zdałam sobie też sprawę, że bardzo brakowało mi tego międzykulturowego aspektu w pracy w biurach w Krakowie (gdzie 100% pracowników stanowili Polacy).

Praca całego zespołu była w pełni zdalna w języku angielskim. Od czasu do czasu spotykaliśmy się na żywo w jakimś mieście Europy, by wspólnie popracować nad projektami lub spotkać się z klientem (np. w Pradze, w Paryżu, w Luxemburgu). Wtedy też po raz pierwszy miałam styczność z Indiami – firma zorganizowała coś w rodzaju ‚workation’, czyli wakacji połączonych z pracą. Wszyscy współpracownicy przylecieli do Goa w Indiach, gdzie po raz pierwszy wszyscy mieliśmy okazję spotkać się na żywo. To było wyjątkowe doświadczenie!

Z jednej strony zawodowo przechodziłam przez ciekawe wyzwania i rozwój, który odmienił moje życie zawodowe, z drugiej strony jednocześnie w życiu prywatnym wciąż zmagaliśmy się z sytuacją zdrowotną mojego męża. Był to bardzo trudny i wymagający okres w moim życiu.

praca zdalna Goa

praca zdalna Goa

 

praca zdalna Goa

4. Nigdy nie możesz być pewien, przez co przechodzi osoba, którą spotykasz

Przechodząc przez tą sytuację i pracując zdalnie z Włoch nie uzewnętrzniałam się za bardzo w mediach społecznościowych z tego, co dzieje się w moim życiu prywatnym. Porzuciłam wtedy bloga i kanał uwielbiamwloskieklimaty, nie miałam siły i serca do jego prowadzenia i na pokazywanie Włoch od tej radosnej strony. Nie miałam też słów ani ochoty by opowiadać o tym, co się u mnie dzieje.

Często dostawałam wtedy wiadomości typu: „ale Ci super, że pracujesz z Włoch!” albo „Ale Ci zazdroszczę!” W myślach odpowiadałam: „Gdybyście tylko wiedzieli…”

NIGDY nie wiesz, przez co przechodzi osoba, którą obserwujesz w social mediach lub którą niedawno poznałeś/aś. Widać tam tylko niewielki wycinek.

5. Wypalenie zawodowe może przyjść nawet wtedy gdy robisz to co lubisz (a może nawet zwłaszcza)

Po pewnym czasie szczęśliwie wróciliśmy z mężem do Polski, a w kolejnym roku wzięliśmy ślub.

Mijały dwa lata mojej współpracy z agencją, a mnie zaczęło doskwierać uczucie wypalenia zawodowego (nazwałam to tak dopiero z perspektywy czasu). Nie umiałam sobie wyjaśnić co się właściwie stało. Podobał mi się system pracy zdalnej, lubiłam ludzi, z którymi pracuję, ale nie do końca odpowiadał mi charakter pracy i organizacja w firmie. Nie bardzo wiedząc co dalej, postanowiłam zrezygnować z kontraktu.

Zbiegło się to akurat z naszą podróżą poślubną, na którą polecieliśmy z mężem do Tajlandii. Pobyt tam pozwolił mi spojrzeć na wszystko z dystansu. Po powrocie realizowałam jeszcze kilkumiesięczny projekt z firmą z San Francisco, jednak potem nie byłam pewna co dalej.

Teraz wiem, że był to moment wypalenia, być może związany z trudnym okresem, który był za mną. Wtedy pracowałam bardzo intensywnie. Jednocześnie obwiniałam się, że czuję się w taki sposób, nie do końca wiedziałam skąd się to wzięło. „Przecież jestem za młoda na wypalenie zawodowe” – myślałam.

Potrzebowałam przerwy, odmiany i postanowiłam sobie to dać.

6. Zwalniając możemy otworzyć nowe drzwi

To był czerwiec 2019. Łatwo mi się to teraz pisze, jednak wtedy naprawdę czułam się w kropce. Postanowiłam dać sobie czas i nie szukać od razu kolejnego kontraktu. Zastanawiałam się nad tym co chcę dalej robić, w czym chcę się dalej specjalizować. Postanowiłam, że przemyślę na spokojnie co dalej.

Miałam oszczędności, wsparcie męża i zbliżające się lato, a na horyzoncie podróż do Toskanii.

Zawsze marzyłam o stworzeniu własnej marki fizycznych produktów. O tym, by wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie marketingowe w stworzeniu produktów, które będą 100% moje – w których będe mogła decydować o wszytskich aspektach wizualnych, łącznie z pakowaniem i procesem twórczym.

W tym czasie rzuciłam się w wir swojej pasji malowania (która jest i była ze mną całe życie, okresami bardziej uśpiona). Zaczęłam malować obrazy na zamówienie inspirowane Italią.

Ta przerwa zawodowa trwała kilka miesięcy. W tym czasie pojechaliśmy na road-trip po Toskanii, a potem pojechałam też na solo wyprawę na kurs językowy w Rawennie, zwiedzając przy okazji region Emilia-Romagna.

Poczytasz o tym w tych wpisach:

Mimo, że przerwa zawodowa wciąż trwała, ja nie byłam pewna co dalej. Wtedy tak naprawdę miałam ochotę tylko malować i zrobić wszystko, by móc się docelowo z tego utrzymać i zamienić to w źródło dochodów w mojej firmie. Marzyło mi się by z czasem mieć swoją pracownię, robić warsztaty. Po powrocie z Rawenny wpadłam na pomysł stworzenia Kalendarza Polsko-Włoskiego na 2020.

Jednocześnie trochę panikowałam i zaczynałam szukać klientów, dla których mogłabym dodatkowo realizować zlecenia marketingowe.

Nie wiedziałam co dalej chcę robić, ale wiedziałam jedno – nie wyobrażam sobie powrotu do biura.

7. Czasami życie podsuwa okazje (jednak nie warto na nie biernie czekać)

Pewnego dnia dostałam wiadomość na Linkedin. Pewna firma z Indii odezwała się do mnie z zapytaniem, czy mogłabym pomóc im w strategii marketingowej B2B. Na początku myślałam, że chodzi o jednorazowy projekt lub zlecenie, ale po krótkiej wymianie wiadomości okazało się, że poszukują osoby do współpracy w roli… Head of Marketing. Zdalnie.

Po kilku dniach i kilku rozmowach video podpisałam kontrakt, a dwa tygodnie później… Poleciałam do Indii! Tak jak już wczesniej wspomniałam, nie był to mój pierwszy raz w Indiach, gdyż przy okazji współpracy z poprzednią firmą miałam okazję odbyć tam swoją pierwszą podróż.

targ kwiatowy Bangalore
targ kwiatowy Bangalore

Wiem, brzmi niewiarygodnie, ale właśnie tak się stało. Można pomyśleć, że wtedy dokładnie wtedy kiedy tego potrzebowałam klient ‚spadł mi z nieba’. W pewnym sensie tak było, z drugiej strony nigdy by się to nie wydarzyło, gdyby nie moje wcześniejsze doświadczenie i wcześniejsze odważne decyzje,  gdybym nie była aktywna na LinkedIn (gdyby nie dobrze zbudowany profil, ktoś mógłby przejść obok niego obojętnie, a wręcz nigdy go nie odnaleźć).

Tak więc – życie może nas pozytywnie zaskoczyć okazjami, ale w pewnym sensie sami sobie je stwarzamy tym co robimy! I to od nas zależy, czy je odpowiednio wykorzystamy.

Wciąż jednak maluję, marzę o pracowni i warsztatach kiedyś i powoli „po godzinach” realizuję te plany! 

Zobacz:

  1. Sklep uwielbiamwloskieklimaty
  2. Przeczytaj wpis o mojej kolekcji obrazów UKOJENIE namalowanej podczas pandemii

8. Warto być odważnym i wychodzić ze strefy komfortu

Nawet nie wiecie ile razy podczas tych czterech lat pracy zdalnej czułam się poza swoją strefą komfortu. Dla przykładu wymienię dwie sytuacje (ale w zanadrzu mam ich całe mnóstwo):

Sytuacja 1

Lecąc pierwszy raz na spotkanie z zespołem zdalnym do Czech (moja pierwsza wspomniana wcześniej rola zdalna), po wylądowaniu, odebrał mnie z lotniska obcy gość, który po krótkiej podróży samochodem do centrum Pragi wręczył mi kluczyki samochodu i powiedział, że niebawem zjawią się tu szefowie firmy, a on się ulotnił. Tak więc, pozostawiona z kluczykami do auta na parkingu dworca głównego w Pradze, czekam i myślę sobie „co ja tu robię?”.

To samo pytanie zadawałam sobie chwilę później jadąc ciemną nocą tymże samochodem z szefami firmy, którzy zjawili się po około 20 minutach. Było to dwóch gości około 40stki, z którymi wtedy od dwóch miesięcy pracowałam zdalnie, ale których widziałam wtedy na żywo po raz pierwszy w życiu. Dwie godziny jazdy pod osłoną nocy przez ciemne pustkowia w Czechach. Oni i ja. W końcu dotarliśmy do małego miasteczka, w którym w ciągu kilku kolejnych dni miały odbywać się warsztaty. Czekała tam już reszta zespołu i po dotarciu trochę mi ulżyło, ale początek był niczym z czeskiego filmu (dosłownie), a w głowie przewijały mi się też scenariusze niczym z Hostelu 😉

Sytuacja 2

Wspomniana wcześniej samotna podróż do Indii do firmy, która zgłosiła się do mnie dwa tygodnie wcześniej. Lądowałam około 2 w nocy, a firma wysłała po mnie kierowcę, którego przez charakterystyczny akcent w ogóle nie mogłam zrozumieć. Kiedy tak wiózł mnie po przylocie do centrum Bangalore, w mojej głowie powtarzałam sobie pytanie: „Jak ja się tu znalazłam?” Jeszcze dwa tygodnie temu spokojnie malowałam sobie obrazy i nie miałam pojęcia, że tu będę!

Takich sytuacji mogłabym wymienić jeszcze całkiem sporo… 😉

Wszystkie opcje, które otworzyły się na mojej drodze, były wynikiem tego, że postanawiałam spróbować. Nawet jak się piekielnie bałam to uznawałam, że spróbuję.

W końcu moje ulubione powiedzenie to:

BÓJ SIĘ I RÓB.

Ciąg dalszy nastąpi.

______

Macie podobne doświadczenia? A może dopiero zastanawiacie się nad tym, w jaki sposób chcecie pracować, być może szukacie pracy zdalnej? Dajcie znać w komentarzu, czy chcielibyście więcej wpisów na te tematy!


To miejsce tworzymy wspólnie. Pozostańmy więc w kontakcie: