„Włoska podróż” – to nie tak jak myślisz

Pewnego dnia otrzymałam wiadomość na Uwielbiam włoskie klimaty bezpośrednio od Hanny Gałgańskiej – debiutującej autorki z informacją o publikacji książki. Ustaliłyśmy, że ruszy konkurs, w którym do wygrania będą dwie książki (odbył się tu), a ja sama zapaliłam się do czytania i postanowiłam napisać kilka słów, tym bardziej, że jest o czym.
wloskapodroz

Po tym, jak otrzymałam książkę i wzięłam ją do ręki, po kilku sekundach miałam już wyrobione nastawienie na start. Naczytałam się wcześniej wiele powieści o Włochach i przyzwyczaiłam się już do ich wspólnej formuły: nieszczęśliwa kobieta (z różnych powodów, zazwyczaj miłosnych) postanawia zerwać z dotychczasowym życiem, odmienić swój los i zacząć wszystko od nowa. Oczywiście podróż do Włoch, znalezienie, kupienie i wyremontowanie domu, a na końcu zwieńczenie tej historii odnalezieniem ukojenia w ramionach miłości swojego nowego życia (oczywiście urokliwego południowca). W niektórych wariantach jest to szczęśliwa para, która pozostawia dotychczasowe zabiegane życie na innym kontynencie i przeprowadza się do Toskanii rozpoczynając swoje odmienione slow life. Cliché do potęgi n-tej w wydaniu wielokrotnym, które muszę dodać – wciąż chętnie czytam i do niego wracam, bo mimo wszystko lubię zatapiać się czasami w tej lekkiej, słonecznej atmosferze.

Zerwanie z dotychczasowym życiem, przeprowadzka do Włoch, a na końcu zwieńczenie tej historii odnalezieniem ukojenia w ramionach miłości swojego nowego życia, oczywiście urokliwego południowca – takiego scenariusza spodziewałam się po tytule „Włoska podróż”, okładce z męską dłonią wręczającą symbol serca do otwartej damskiej dłoni i urokliwym widokiem na Amalfi Coast w tle. Jednak… To zupełnie nie tak jak się może wydawać. 

I choć zakończenie książki w pewnym momencie stało się dla mnie nieco przewidywalne i niemożliwie oczywiste, po drodze wiele rzeczy zaskakuje. To nie banalna historia o miłości między kobietą, a mężczyzną. I choć miłość odgrywa w niej dużą rolę, dla mnie to książka o kobiecych relacjach rodzinnych. I to było moje największe i najbardziej pozytywne zaskoczenie.

Główna bohaterka to kobieta sukcesu z wieloletnią karierą na koncie, wysokiej pozycji redaktorskiej w czasopiśmie, ceniąca sobie sferę materialną i luksusowe aspekty życia. To kobieta stawiająca siebie i własne potrzeby na pierwszym miejscu, dystansująca się od życia rodzinnego i męża, który postanowił zostać w domu opiekując się córką, przez co traci w oczach Anny jako mężczyzna. Anna za wszelką cenę nie chce wyzbyć się dotychczas wygodnego życia, wciąż ceni sobie luksus i dalekie podróże, nawet jeśli w grę wchodziłoby zabrania kilkumiesięcznego bobasa w podróż samolotem trwającą kilkadziesiąt godzin. Tęskni za mężem, którego poznała – zawsze pachnącym drogimi perfumami, w świeżo uprasowanej koszuli znanej marki. Córka Megan to nastolatka, z mocno ograniczoną więzią matczyną i mocno rozwiniętymi relacjami z ojcem, dotychczas grzeczna i dobra uczennica wkraczająca w buntowniczy wiek. Do tego dochodzi pani numer 3: Babcia głównej bohaterki – Amelia. Poznajemy ją w momencie, w którym właśnie umiera jej mąż, z którym przeżyła większość życia. Los chciał, aby każda z kobiet znalazła się w podróży, która odmieni życie każdej z nich – podróży do Positano. Zanim to jednak następuje, poznajemy szczegóły i niuanse relacji rodzinnych i powody, dla których wszystkie te panie lądują w jednym samochodzie i udają się w tytułową podróż.

positano

Oczywiście nie brakuje wątków romantycznych, jednak w obliczu rozważań bohaterki i sedna problemów nie jest to nachalne. Pozytywne wrażenie zrobiły na mnie niuanse, na które zwracamy uwagę dzięki przemyśleniom bohaterek. Ogromny plus dla Autorki, za to, że główna bohaterka to nie stereotypowa matka polka. Wręcz przeciwnie, to kobieta, która przyznaje przed sobą, że nigdy nie ciągnęło ją do pieluch i nigdy nie czuła instynktu macierzyńskiego. Na początku obawiałam się kliszy w drugą stronę – niespełnionej karierowiczki, ale zostaje to wynagrodzone niuansami i szczerymi przemyśleniami bohaterki, z którymi każda z nas może się utożsamić, lecz nie każda ma odwagę się do tego przyznać. Ważną rolę w książce stanowi dla mnie przemiana bohaterki, kobiece rozważania związane z własnymi granicami wolności i niezależności w obliczu posiadania rodziny i dziecka.

Podoba mi się, że autorka skupiła się na kobietach (feministki się ucieszą). Podoba mi się, że główna bohaterka to przeciwieństwo typowej matki polki (feministki znów się ucieszą). Podoba mi się, że sporo uwagi poświęconej jest również babci Amelii, która okazuje się kimś dużo więcej niż staruszką, której głównym życiowym problemem jest wybór nadzienia do ciastek (chyba często zapominamy o tym myśląc o starszych osobach). Poznajemy historię jej młodości, miłości (i tu również będzie zaskoczenie, ale nie chcę nic zdradzać).

Książka ociera nas o historię wojenną – wylądujemy w obozie koncentracyjnym, po to, aby za chwilę znów pogłaskać nas po policzku ciepłym południowym powietrzem. Polecam, jeżeli poszukujecie lekkiej (ale nie banalnej) kobiecej historii z włoskim akcentem.

PS. Autorce dziękuję za udostępnienie książek na konkurs i życzę powodzenia w kolejnych projektach literackich 🙂