Rzym poza przewodnikiem [Julia Wollner gościnnie]

julia wollnerJulia Wollner – dziennikarka, redaktor naczelna kwartalnika „Lente”, drukowanego magazynu poświęconemu śródziemnomorskiej kulturze, sztuce i stylowi życia. Do 2015 roku redaktorka  „La Rivista”. Autorka bloga julia-wollner.com.
Julia o Rzymie:

Tak się składa – i zapewne nie będę w tym bardzo oryginalna! – że moim ulubionym miejscem we Włoszech jest po prostu jego stolica. Dlaczego? Cóż, za każdym razem, kiedy przychodzi mi o niej mówić, zaczynam swoją opowieść od zdania: Rzym jest miastem niezwykłym. Brzmi to zapewne jak kompletny truizm i banał, jednak doskonale opisuje metropolię na siedmiu wzgórzach, której nie da się porównać z żadną inną i którą Lukianos, grecki retoryk z II w. n.e., zwykł określać mianem okruchów raju.

W Wiecznym Mieście, wypełnionym po brzegi rozmaitymi kontrastami, nade wszystko współżyją ze sobą starożytność i nowoczesność. To właśnie te dwa kontrastujące elementy lubię w nim najbardziej, to one stanowią dla mnie kwintesencję Śródziemnomorza i to je odkrywam z największą przyjemnością, to samo polecając Wam.

Jak dokonać tego bez przewodnika w ręku?

Najlepiej tak, jak sugerował wielki miłośnik Włoch, Zbigniew Herbert: prosto, potem trzecia w lewo, znów prosto i trzecia w prawo! W Rzymie i starożytność, i nowoczesność znajdziemy na każdym kroku; wystarczy dać im się oczarować.

Jeśli chodzi o antyk, to poza Koloseum i Forum Romanum, na które za całą pewnością zawitacie w pierwszej kolejności, ja radzę zajrzeć na Largo Argentina (można przy okazji posilić się dobrą pizzą „z metra” w tamtejszej Pizzeria Florida; szczególnie polecam chrupiącą focaccię z nutellą!), gdzie zamordowano Juliusza Cezara, oraz do Bazyliki Matki Bożej Anielskiej niedaleko Termini, którą wzniesiono na ruinach starożytnych term. Tylko tam, podziwiając wysokość budynku, można wyobrazić sobie rozmach starożytnych architektów i jednocześnie skonfrontować to wyobrażenie z realiami.

Bazylika : termy

Rzymską nowoczesność też najlepiej poznawać przez pryzmat antyku, bo to właśnie ta kombinacja decyduje o niezwykłości włoskiej stolicy. Szczególnie polecam pod tym kątem niezrównaną Centrale Montemartini, gdzie podziwiać można wspaniałą kolekcję starożytnej rzeźby w zaskakującej, industrialnej scenerii. Warto także udać się do Palazzo Valentini tuż przy Piazza Venezia, gdzie czeka na nas przygoda z archeologią w 3D: dzięki laserom i innym najnowocześniejszym wynalazkom starożytną willę sprzed dwóch tysięcy lat zobaczyć można w pełnej krasie, choć stąpać będziemy tylko po jej ruinach. Jeszcze wspanialsza okazać się może wyprawa do mojego ukochanego Cinecitta‚, gdzie podróż w czasie zafundują nam pyszne filmowe dekoracje. Spacer po barwnym Forum Romanum, wśród uliczek Suburry, śladami bohaterów niezapomnianego serialu Rome emitowanego przez HBO, jest wart każdego centa z blisko 20 euro, które trzeba tu wydać na bilet wstępu.

Cinecitta'

Cinecitta' rzym

W ramach odpoczynku od starożytności, ale kontynuując spotkania z pięknem w zaskakującej formie, odwiedźcie natomiast zapachową mekkę przy Piazza di Pietra. Galleria Olfattiva Laura Tonatto, czyli Galeria Zapachowa słynnej włoskiej marki perfumiarskiej, zaprasza na wspaniałe, zmysłowe spotkanie z kulturą, odczuwaną przez… nozdrza. W galerii poznajemy bowiem zapachy inspirowane największymi dziełami sztuki i literatury, jakie kiedykolwiek stworzył człowiek: od obrazów Caravaggia po utwory Mozarta, od filmów Viscontiego po powieści Prousta. Co ciekawe, obcowanie z nimi zaaranżowano w sposób holistyczny  – w spotkaniu biorą udział także inne zmysły. Umieszczone w galerii instalacje pozwalają przeczytać fragmenty tekstu (także dotykowo – w alfabecie Braille’a), obejrzeć płótna mistrzów, posłuchać pięknych arii operowych i podziwiać na filmowym ekranie wspaniałe ujęcia operatorskie, jednocześnie wdychając niejednokrotnie zaskakujące aromaty, które w sposób przejmujący je ilustrują.  Potem zaś wychodzimy na równie piekne, równie aromatyczne rzymskie uliczki rozumiejąc, że takie cuda… tylko w Rzymie.

LISTA MOICH ULUBIONYCH PUNKTÓW GASTRONOMICZNYCH W WIECZNYM MIEŚCIE:

  • kawa

Oczywiście w Tazza d’Oro lub Sant’Eustachio. Jeśli najdzie mnie ochota na skosztowanie prawdziwego dolce vita, idę do restauracji na ostatnim piętrze hotelu Eden przy Via Ludovisi 49. Kolacja kosztuje tam kilkaset euro, ale na cappuccino raz na jakiś czas daję radę się zrujnować. Panorama, jaka roztacza się z okien lokalu wynagradza mi wszelkie ubytki na karcie kredytowej.

kawa tazza d'oro

  • pizza

Najbardziej, już od kilkunastu lat, uwielbiam Taverna Le Coppelle znajdującą się w samym sercu Rzymu, kilka kroków od Panteonu, przy via delle Coppelle 39. Antyczne zabytki mamy tu na wyciągnięcie ręki, a wrzawa współczesnego świata, pobliskie lodziarnie i eleganckie sklepy przypominają, że we włoskim przeżywaniu czasu najważniejsze jest „teraz”.

Restaurację prowadzi od lat pan Alfonso Sacchi. Dzięki jego troskliwości, odwiedzając Le Coppelle, mamy pewność, że czeka tu na nas wyśmienita kuchnia w przystępnych cenach. Ja wpadam tu regularnie na pizzę gamberi e rughetta – kruchą, cieniutką, idealną. Zdradzam ją czasem tylko z pizzą w Ai Marmi na Trastevere lub tą sprzedawaną na kawałki w Il Forno na Campo de’Fiori.

Il forno rzym

  • lody

Bardzo chętnie odwiedzam San Crispino przy Via della Panetteria. Uwielbiam ich gelato alla meringa czyli lody bezowe! Są lekkie i bardzo, bardzo słodkie. Po prawdziwie kremowe i ciężkie lody biegam do słynnej Gelateria La Palma (przy Via della Maddalena).

Jeśli mam ochotę na coś lżejszego, wpadam także do La Cremeria przy samym Panteonie, gdzie kupić można wyborne cremolato (rodzaj sorbetu) o smaku migdałów. Dla mnie to jak marcepan w formie zimnego kremu! Uwielbiam.

 

______

Więcej o Rzymie, Włoszech i całym Śródziemnomorzu na:

julia-wollner.com

oraz

lente-magazyn.com