Ristorante Italiano Carpaccio – miła niespodzianka w sercu Warszawy

Słowem wstępu o włoskiej kuchni w Polsce i nie tylko (można pominąć ;))

Wczoraj wróciłam z przedłużonego weekendu w Warszawie. Tym razem zupełnie prywatnie, wyjazd z mą drugą połówką. W sobotę był ostatni wieczór tego wyjazdu, który chcieliśmy zwieńczyć miłą kolacją w d o b r y m miejscu. Zrażeni doświadczeniami z zeszłego roku podczas pobytu w Warszawie zachowaliśmy duży sceptycyzm.

Wspomnę tylko, że w zeszłym roku podczas takiego weekendu na Starym Mieście ciężko nam było znaleźć restaurację otwartą o 22, a jeśli była to obsługa zanim jeszcze wcisnęła nam do rąk kartę z daniami pośpieszała oznajmieniem o zamknięciu za pół godziny. W innym przypadku nie udało nam się nawet wejść do środka, gdyż przeganiano nas od progu wykrzykując „zamykamy, zamykamy, tylko czekamy aż ostatni goście skończą”. No miło. Mojemu narzeczonemu Włochowi głowa paruje, bo we Włoszech o 22 to dopiero wszyscy na kolację wychodzą, a w Polsce restauracje zamykają! Che schifo! A jeśli już o Italii mowa, to zeszłoroczne doświadczenia z „włoskimi” restauracjami uprzedziły nas na dobre. Choć raczej ciężko było nazwać je włoskimi, a raczej „wanna be italian”. To że wcześnie zamykają można by przełknąć (w końcu Polska, choć centrum Warszawy, no ale niech będzie), ale na każdym rogu niby włoska restauracja, która Italię ma tylko i wyłącznie w samozwańczej nazwie, a menu z błędem na błędzie (znowu „wanna be italian”) i potrawy o znanych włoskich nazwach, ale mocno polskiej interpretacji ze składnikami mającymi z włoską kuchnią tyle co nic.

Uzbrojeni w ciężki kaliber sceptycyzmu przystąpiliśmy do spaceru po Nowym Świecie i Starym Mieście, aż…

 Carpaccio restauracja

Zwróciła naszą uwagę restauracja Carpaccio na Nowym Świecie. Bynajmniej nie wyglądem z zewnątrz, gdyż tak jak wspomniałam, restauracji tytułujących się włoskimi w centrum Warszawy jest jak grzybów po deszczu. Mieliśmy ochotę na dobrą pizzę. „Wejść czy nie wejść?” „A co jak znowu okaże się fake italian? Szybki check na TripAdvisor, narzeczony sprawdza włoskie recenzje. 3.5 gwiazki na 5. OK ryzykujemy i wchodzimy!

Sala pełna ludzi, kelner informuje nas, że jest jeszcze druga (mała) salka obok. Wystrój ciekawy, ale bez szału, na ścianie rzucają mi się w oczy obramowane fotografie weneckich masek. Dostrzegam w tym pewien urok. Siadamy przy stoliku naprzeciw wejścia.

Weryfikujemy…

Kelner podaje kartę. Pierwsza weryfikacja mojego A. – czy nazwy włoskie nie zawierają błędów? Ku naszemu zaskoczeniu nie. Druga weryfikacja – składniki na pizzach. Pizze włoskie zawierają zwykle tylko kilka składników, podczas gdy „american italian” i „polish italian” lubi przepych, dlatego często w polskich pizzeriach znajdujemy monstra nasycone >10 składnikami. Może dla niektórych to ok, ale nie jest to włoska pizza. W tym przypadku składniki jak należy, nawet zgadzające się z przepisami na typowe pizze we Włoszech. Jedyna ‚dziwna’ rzecz, która wpadła nam w oko to capricciosa, która w składzie miała jajko, co nie jest typowe dla tej pizzy w Italii. Reszta bez zastrzeżeń.

Oboje bierzemy Sicilianę (sos pomidorowy, mozzarella, salami, kapary, anchovies, czarne oliwki). Kątem oka dostrzegamy porządny kamienny piec na pizzę i pana pizzarza, który wyrabia ciasto i podrzuca nim do samego sufitu (dosłownie!). Zapowiada się dobrze.

Siciliana pizza

Po prostu idealna włoska pizza

Atmosfera w Carpaccio zaczyna przypominać włoską trattorię. Sporo się dzieje, jest żywo i dynamicznie. Ale to jeszcze nic w porównaniu do tego, co ma nastąpić za chwilę. W między czasie na stół wjeżdżają napoje i zamówione posiłki. Na każdym stole stoją dwie buteleczki – jedna z nich z ostrą oliwą (w mniemaniu mego Włocha powinna być bardziej pikantna; w moim – w sam raz by nie wypalić ostatnich kubków smakowych). Skrapiam odrobiną moją pizzę i zabieram się do skosztowania. Pizza jest lekko pocięta na kawałki, co nie do końca przypada do gustu mojemu Włochowi. Jak wyjaśnia, w Italii nigdy nie tną za Ciebie pizzy (chyba, że poprosisz), bo ma być krojona tak jak Tobie się podoba. Ale to detal. Ja osobiście lubię już pokrojone kawałki więc się nie czepiam. A. chwali ciasto, a po chwili oboje rozkoszujemy się pizzą. Jest dokładnie taka, jaką można by dostać we Włoszech!

Ciao Chef!

Rozglądamy się nieco i zastanawiamy się kto tu jest odpowiedzialny za tą włoską jakość. Musi tu być jakiś Włoch, który wie i zarządza tym, co i jak przecież. Po chwili wchodzi grupka Włochów robiąc lekkie zamieszanie i szepcząc do kelnera „your boss invited us”. Mój A. rozpoznaje po akcencie, że są z Neapolu (to mnie zawsze zdumiewa). Siadają stolik obok nas i zamawiają typowe klasyczne włoskie startery i dania. Na tyle proste w swej naturze i smaczne, by z łatwością rozpoznać czy kuchnia, którą próbujemy jest na poziomie. Po chwili z kuchni wytacza się włoskiej urody spory mężczyzna, który jak to na Włocha przystało z werwą w głosie wita przybyłych Włochów ciao amici, a także innych gości, lawirując między stolikami i pytając ich ze specyficznym akcentem „smakuje?”.  Dla nas wszystko staje się jasne, tak jak się domyślaliśmy, za tym wszystkim musi stać Włoch, który wie co i jak. W pewnym momencie dociera też do nas i na odpowiedź A. „ottima pizza” zaczyna się krótka konwersacja po włosku (w której i ja miałam swój mały udział yay ^^ kursy włoskiego nie idą na darmo), w której pyta o nas, czy jesteśmy Włochami; śmiejemy się, że dookoła sami Włosi. Robi się wesoło i w pewnym momencie czuję się, jakbym była we Włoszech. Otacza mnie ten język, kucharz Włoch pytający gości czy smakuje, jest żywo, ludzie są zadowoleni, rozmawiają z kucharzem, dobre jedzenie, pizzaman żongluje ciastem, a obsługa jest taka jak powinna – przyznam, że ostatnio czułam się tak własnie w Italii.

Desery spoza karty i czekoladowa pyszność

Na końcu skosztowaliśmy deser. I tutaj do wyboru były zarówno standardowe desery z karty, jak i inne sezonowe desery. Dzięki usytuowaniu naszego stolika mogliśmy podejrzeć się w nieopodal stojącej lodówce. Podoba mi się takie rozwiązanie deserów spoza karty, często spotykałam się z nim w Italii. Naszą uwagę przykuły dwie bezy wielkości tortu przełożone kremem i kawałek jednej z nich (czekoladowej) zamówiliśmy. Powiem tylko tyle – buonissima! Krem nie za słodki, czym nadrabia słodka beza, idealny czekoladowy balans, który razem z sosem jest po prostu mmmm.
carpaccio deser

Carpaccio – you made my evening

Z dobrymi humorami, pełnymi i szczęśliwymi brzuchami wyszliśmy, a ja postanowiłam koniecznie napisać Wam o tym miejscu 🙂 I chociaż mieliśmy okazję spróbować tylko (wyśmienitą) pizzę, po wyglądzie dań na innych stolikach jestem w stanie polecić to miejsce na kolację. Tego wieczora zależało nam jednak, aby znaleźć miejsce na dobrą kolację, móc zwieńczyć nasz weekend dobrą atmosferą i jedzeniem i dokładnie tak się stało. Z pewnością nasza kolejna wizyta w Warszawie zaowocuje kolacją w tym miejscu i spróbowaniem innych dań z karty!

To zdecydowanie włoska perełka na Nowym Świecie w Warszawie, których ze świecą szukać. Co ciekawe (i wyjątkowe), byliśmy tam przed godziną 23, a później na ich profilu Facebookowym sprawdziłam, że godzina zamknięcia to 1 w nocy w tygodniu i 2 w nocy w weekendy! Jeśli faktycznie tak jest to chapeau bas! Szkoda, że nie mam Was w Krakowie!

PS. Pozdrowienia dla entuzjastycznego włoskiego kucharza i pana podrzucającego pizzą 🙂