podróże do włoch

Od ślepego zauroczenia po dojrzały związek. A jaka jest Twoja miłość do Italii?

Muszę się na wstępie do czegoś przyznać. Moja miłość do Włoszech przeżyła w zeszłym roku poważny kryzys. Zatroskana problemami zdrowotnymi najbliższej osoby spędziłam we Włoszech prawie rok, bynajmniej myślami zdala od drobnych zachwytów włoskiej codzienności, jak to zwykle w przeszłości miałam w zwyczaju. Moja inspiracja do pisania na bloga gdzieś wtedy odpłynęła, co przełożyło się na znacznie mniejszą ilość wpisów, co nie umknęło Waszej uwadze. Nie wiedziałam jak opowiadać Wam o beztroskich włoskich klimatach i miejscach, podczas gdy w mojej głowie panował chaos, a Włochy poznawałam bardziej od strony służby zdrowia. Tak więc w mojej głowie panował dysonans, a na blogu milczenie.

Dużo jednak czytałam. Czytałam o Włoszech, czytałam wpisy czytelników zakochanych we Włoszech na różnych grupach facebookowych, czytałam o Waszym zafascynowaniu i potrzebie powrotów do Italii. Obecnie, kiedy (odpukać w niemalowane) sytuacja rodzinna wyszła na prostą, znów zapragnęłam pisać o Włoszech. Jednak moje zafascynowanie Włochami wzniosło się na zupełnie inny wymiar. Moja miłość jest jakby… dojrzalsza. Wcześniej pisałam z perspektywy turysty, który dostrzega tylko i wyłącznie powierzchowne piękno tego jakże wspaniałego i zróżnicowanego kraju. Dość ciężkie dla mnie prywatnie miesiące, które spędziłam we Włoszech w zeszłym roku ukazały mi Italię z innej, wcześniej nieznanej mi perspektywy – codzienności.

Oczywiście wciąż dostrzegam piękno tego kraju, jednak moje zafascynowanie zostało nieco obdarte z wizji beztroskiej idylli, z którą wielu turystom ten kraj się kojarzy. To nieco jak z zakochaniem, podczas którego na początku nie dostrzegamy żadnych wad ukochanej osoby a jesteśmy zafascynowani w każdym jej ruchu i słowie. Z czasem dopiero związek wkracza na inne etapy, zaczynamy poznawać tę osobę, jej wady, zalety, przeżywamy wspólne kryzysy, uczymy się akceptacji. Świadomi własnych wad i zalet wciąż trwamy dalej. I to jest prawdziwa miłość.

Podobnie jest z zakochaniem w miejscach – zachłyśnięci pierwszymi podróżami do Włoch, zapadamy w turystyczne zauroczenie. Zapominamy, że to kraj jak inny i mimo swojej wspaniałej kuchni, melodycznego języka, entuzjastycznie dyskutujących ze sobą ludzi, pięknych budowli, architektury, sztuki, krajobrazów (mogłabym tak wymieniać), jest krajem i miejscem do życia i jak każde inne, boryka się ze swoimi problemami. Oczywiście jako turyści nie myślimy o codziennych problemach mieszkańców (bo przecież swoje własne zostawiliśmy w domu i przyjechaliśmy tu odpocząć) i jako turyści mamy do tego święte prawo. Wszyscy mamy swoje problemy, ale poznając Włochy tylko od strony pięknych widoków, wąskich uliczek i pysznej pasty, łatwo wmówić sobie, że przeprowadzka do tego miejsca dałaby nam szczęście i beztroskę na zawsze… 🙂 

Kiedyś chciałam zaproponować kilku blogerkom mieszkającym we Włoszech współpracę przy wspólnym wpisie. Chciałam zapytać je o rzeczy, których nie lubią we Włoszech z perspektywy mieszkania w tym kraju od wielu lat. Podzieliłam się tym pomysłem wtedy z jedną z dziewczyn, na co ona odmówiła współpracy w obawie, że taki wpis spotka się z dużą krytyką. Problemy włoskie to nie jest to, o czym ludzie chcą czytać – dodała. Pewnie ma rację – pomyślałam wtedy i porzuciłam pomysł o wpisie.

Z perspektywy czasu myślę sobie jednak, że nie godzę się z tym podejściem. Jeśli ktoś twierdzi, że jest zakochany w jakimś kraju i fascynuje się nim, to czy nie jest to nieco hipokryzją, jeśli interesuje się tylko i wyłącznie jego pozytywnymi (i wygodnymi) aspektami? Jeśli deklarujemy swoją miłość do Italii, to czy nie powinniśmy być nieco bardziej otwarci również na jej szarości? Znowu przytoczę metaforę związku – albo jest fajnie, randkujemy ale nie jesteśmy gotowi na ‚kolejny etap’ i na tym się kończy, albo zagłębiamy się w tą relację bardziej, na dobre i na złe.

A jaki jest Twój związek z Włochami? Jesteś gotowy na następny etap? Jeśli nie, możesz pozostać na wygodnej pozycji turysty ślepo zachwycającym się tylko i wyłącznie prowizorycznym pięknem kraju. A może jesteś gotowy lub gotowa powiedzieć TAK i zagłębić się bardziej, poznać kontekst, niuanse, porozmawiać z tubylcami, poznać historię, problemy? Wtedy wyjdziesz z butów turysty a staniesz się podróżnikiem i wejdziesz na nowy poziom swojego związku z Italią!

Dajcie znać co myślicie, czy zgadzacie się z tym podejściem i jakie jest Wasze zdanie na ten temat i Wasza miłość do Włoch! 

  • Ja mieszkam we Włoszech i piszę bloga o Italii. Poruszam tematy trudne i niewygodne, bo się tego nie boję i trochę odzieram Włochy z tego piękna, które tak zachwyca. Mnie też zachwyca, i owszem, ale mieszkanie tutaj spowodowało, że patrzę na Italię inaczej. To piękna miłość, ale trudna. Pozdrawiam :).