Neapol, czyli inne Włochy

Nie byliście jeszcze we Włoszech? A może mieliście możliwość zobaczyć Rzym, Mediolan, Rimini, Florencję lub Bolonię? Jeśli jednak nie odwiedziliście choć raz Neapolu, to nie możecie powiedzieć, że w pełni poznaliście Włochy.

Tytułowe „inne Włochy” to wcale nie lepsze czy gorsze Włochy. To po prostu uzupełnienie obrazu, jaki jawi nam się po odwiedzinach północnej, czy nawet środkowej części Półwyspu Apenińskiego. Jestem przekonany, że skojarzenia z tym krajem w większości się nam wszystkim pokrywają. A gdybym tak teraz spróbował nieco pobrudzić ten obraz, zachowując jednak pierwiastki wyjątkowych zabytków, atmosfery epokowej potęgi, niesamowitej ekspresywności Włochów i przepysznej, lokalnej kuchni?

No właśnie. Nie jest to trudne, gdy pozna się choć trochę stolicę regionu Kampania. Czwarte co do wielkości miasto Włoch. Około miliona mieszkańców, a samochodów to miałem wrażenie, że jest tyle, że na mieszkańca przypadają minimum cztery. Wrażenie to potęguje fakt, że auta wszędzie się pchają jako pierwsze. Masz zielone światło na przejściu dla pieszych? Najpierw upewnij się, czy rzeczywiście możesz iść, bo np. kierowcy pojazdów wjeżdżających z prostopadłej ulicy, mający również zielone światło, w ogóle nie zwracają uwagi na otoczenie.

Warto też patrzeć pod nogi. Tam jest tak niesamowicie brudno, że lepiej w nic nie wdepnąć! Przed podróżą prześledziłem kilka wpisów na polskich blogach i owszem pojawiły się wiadomości, że neapolitańczycy mają problem z czystością ulic. To, co jednak zobaczyłem na miejscu przerosło moje wyobrażenie. Niektóre źródła wskazywały, że 30% miasta tak wygląda. Inne, że 50%. Ja pisząc ten tekst mam to przed oczami i szczerze jak dla mnie to 90% miasta jest w ten sposób zanieczyszczone. Niby segregują w mieszkaniach, ale już kontenery na ulicach są przepełnione, te śmieci wypadają i się mieszają.

To jest jedna strona Neapolu. Tu powiedziałbym, zaczyna się cały urok tego miasta. Obraz zaśmieconych uliczek i rozwieszonego między oknami sąsiadujących ze sobą budynków prania, mieszający się z głośnymi, pełnymi radości rozmowami Włochów, unoszącym się zapachem neapolitańskiej pizzy i co chwilę spotykanymi straganikami i kawiarniami z miejscową Babą (oryginalnym ciastkiem) oraz z mnogością niezwykłych zabytków, pamiętających lata świetności królestwa Neapolu – wszystko to tworzy naprawdę wyjątkowy klimat.

W ciągu tygodniowego pobytu w Neapolu przemierzyliśmy pieszo z małżonką ładnych kilkadziesiąt kilometrów po mieście. Pierwsza reakcja nie była zbyt wesoła. Bardziej na zasadzie „coś Ty człowieku wybrał?”. Natomiast tak naprawdę zupełnie inaczej spojrzeliśmy na to wszystko, gdy z okna sypialni naszego wynajmowanego apartamentu po raz pierwszy ukazał nam się majestatyczny Wezuwiusz. Wulkan z bogatą historią, wzbudza respekt. Jest bodaj najbardziej charakterystycznym elementem neapolitańskiego krajobrazu. Rzucał nam się w oczy podczas spaceru po nabrzeżu, gdzie pięknie góruje nad błękitną taflą morza, od której przyjemnie odbijały się promienie słońca. Nie sposób go było również nie zobaczyć z wysokości murów zamku dell’Ovo, gdzie zresztą mieliśmy przepiękny widok na całą zatoczkę. Towarzyszył nam także w chwili przechadzania się po wnętrzach Pałacu Królewskiego. Choć po oczach biło nam tam złoto, kolorowe kamienie, bogate marmury, to jednak gdzieś tam przez okna zerkał na nas on, Wezuwiusz. Polecam doświadczyć tego absolutnie każdemu.

Podobnie również jak pieszych wycieczek po tymże mieście. Ok, do metra też warto zajrzeć, bo choć dwie pełne i jedna niepełna linia są dosyć chaotyczne, nie idzie zrozumieć zamysłu projektantów pod kątem funkcjonalnym, to jednak kilka stacji to prawdziwe artystyczne perełki. Ale wracając do kwestii pieszego zwiedzania, to kończąc powoli niniejsze wspomnienie podróży do Neapolu, dają one Wam prawdziwą możliwość poznania tych „innych” Włoch. Droga do cmentarza czaszek i neapolitańskich katakumb, uliczki w najstarszej części miasta, uliczka z neapolitańskimi szopkami bożonarodzeniowymi, które można podziwiać cały rok, czy też inne ścieżki, prowadzące za każdym razem do mniej lub bardziej znanych zabytków, to wszystko po prostu trzeba zobaczyć. Naprawdę Neapol na chwilę, może na kilka dni, ale trzeba odwiedzić.

I to jest moja rekomendacja dla Was, czytelników bloga „Uwielbiam Włoskie Klimaty”, na którym mam zaszczyt podzielić się wrażeniami z mojej niedawnej podróży.

 

_______

O autorze:


Michał Szydlik, pasjonat Włoch, miłośnik włoskiej kuchni i wielki kibic Juventusu Turyn. Autor bloga WakacjeWlochy.lh.pl, a zawodowo partner zarządzający w agencji BrandBridge, zajmującej się marketingiem destynacji turystycznych.