Jak podróże na inny kontynent sprawiają, że jeszcze bardziej doceniam kraje śródziemnomorskie?

Uwielbiam kraje śródziemnomorskie, ale zawsze ciągnęło mnie też do odwiedzenia dalszych zakątków świata. O Tajlandii  marzyłam od dłuższego czasu, dlatego jako podróż poślubną wybraliśmy z mężem (Włochem) właśnie ten kierunek.

14 godzin podróży po to, by móc nacieszyć oczy zapierającą dech w piersiach przyrodą, poczuć na ciele piasek Phi Phi Islands, doświadczyć chaotycznego i nie do końca dla mnie zrozumiałego życia nocnego, gwaru ulic w Bangkoku, upału nie do wytrzymania. Sprawdziliśmy uliczne tajskie jedzenie, nacieszyliśmy oczy i duszę wizytami w majestatycznych świątyniach buddyjskich, podziwialiśmy chaotyczny Bangkok z poziomu głośnych ulic, jak również nocą z poziomu wieżowca. Rozmawialiśmy z mnichem, próbowaliśmy lokalnych owoców i piliśmy mleczko prosto z kokosa. Ta podróż na pewno na zawsze pozostanie w mojej pamięci, a na mojej ‘bucket liście’ jest jeszcze sporo dalekich destynacji (m.in. w Azji).

Ale nie będę tu na blogu opowiadać Wam o Tajlandii. Chciałam podzielić się myślami, które (poza ekscytacją związaną z podróżą) towarzyszyły mi podczas tej eskapady…

 

Będąc prawie 10 tys. kilometrów od domu, z mej głowy nie ulatywały myśli o krajach śródziemnomorskich. Dlaczego? Poza niekwestionowanymi powodami, jakimi są miłość i uwielbienie do Włoch i krajów śródziemnomorskich, paradoksalnie tak dalekie podróże sprawiają, że jeszcze bardziej doceniam te „nasze” miejsca!

Nie próbuję porównywać krajów z zupełnie od siebie odmiennymi kulturami i obyczajami. Osadzone są w zupełnie różnym kontekście, rządzą się innymi prawami i na tę odmienność trzeba być otwartym wybierając się na inny kontynent. Zawsze będę promotorką odwiedzania innych kultur i dalekich wypraw, bo jak nic innego otwierają oczy na wiele spraw.

Jednocześnie takie podróże wywołują u mnie… sentyment do Italii (i innych krajów śródziemnomorskich – uwielbiam też Hiszpanię i Francję <3) i sprawiają, że jeszcze bardziej doceniam podróże do tych krajów. Poniżej przedstawię Wam kilka powodów.

1. Pogoda

Muszę przyznać, to chyba mój numer jeden. Jadąc do Tajlandii, wiedziałam, że czekają nas bardzo wysokie temperatury. Trzydzieści dwa stopnie z dużo wyższą odczuwalną temperaturą. I jasne, ktoś powie: nie narzekaj, w Polsce o tej porze roku jest mroźno więc ciesz się i korzystaj. Ależ ja się niezmiernie cieszyłam i korzystałam! Jednak to, co znamy w Europie jako 35 stopni, nie równa się z tamtejszymi 35 stopniami, a to za sprawą bardzo wysokiej wilgotności powietrza (dochodzącej nawet do 80%). Twoje ciało poci się więc zanim jeszcze pomyślisz o tym, że Ci gorąco, wychodząc na zewnątrz uderza Cię ściana gorącego powietrza, a wchodząc do jakiegokolwiek zamkniętego pomieszczenia czujesz się jakbyś wchodził/a do zamrażarki.

Przyznam, że mimo tego, że byłam przygotowana na wysokie temperatury, nie sądziłam, że spowodują, że aż tak ciężko będzie funkcjonować za dnia w mieście. Pierwszy tydzień spędziliśmy na wyspie i po kilku dniach przyzwyczailiśmy się nieco do tamtejszej pogody, jednak drugi tydzień w Bangkoku i chęć zwiedzania go w ciągu dnia stanowiły wyzwanie.

Przypomniało mi się, jak Włosi radzą sobie z upałem – sjesta i odpoczynek w najgorętszych godzinach? W Azji tego nie uświadczysz, natomiast jak już wspomniałam, wysokie temperatury rekompensowane są… hardcorowym klimatyzowaniem pomieszczeń. Ta różnica temperatur (na zewnątrz i wewnątrz) sprawia, że można lekko zatęsknić za umiarkowanym klimatem i ‘europejskimi upałami’ (które jak sami dobrze wiecie również potrafią dać nam w kość, szczególnie w miastach), których jednak mniejsza wilgotność powietrza sprawia, że są łatwiejsze do zniesienia.


2. Internet w telefonie
To może zabrzmieć zabawnie, ale ja nie wiem, jak ludzie podróżowali przed erą smartfonów i Google Maps! 😉 To one ratują mi tyłek podczas podróży i sprawiają, że czuję się bezpieczniej bo na bieżąco wiem gdzie jestem i jak mogę dostać się do wybranego miejsca. W moim przypadku pomaga mi to w planowaniu podróży, spontanicznych zmianach i modyfikowaniu planów, dowiadywaniu się na bieżąco ciekawostek, wyborze miejsca na kolację w okolicy, w której aktualnie jestem (dzięki TripAdvisor), a czasami nawet w pomocy językowej żeby przetłumaczyć na szybko lokalne słówka. Nie ukrywając, w ten sposób podróżowanie staje się dużo łatwiejsze. Wydaje mi się wręcz nierealne, że jeszcze kilka lat temu, przed erą smartfonów podróżowaliśmy z papierową mapą w ręce. Dzisiaj podróżowanie jest dużo łatwiejsze, co powoduje, że bez dostępu do wifi czujemy się jak bez ręki.

Podróżując na inny kontynent i korzystając z naszego lokalnego operatora komórkowego możemy za Internet zapłacić majątek. Dlatego często wyłączamy dane komórkowe korzystając z Internetu tylko w miejscach, gdzie dostępne jest połączenie wifi. Jadąc na dłużej warto sprawdzić opcję zakupu lokalnego SIM, który umożliwi nam dostęp do taniego internetu w telefonie. To bardzo często korzystne opcje dla turystów, ja podczas mojego wyjazdu z kilku powodów nie zdecydowałam się na tę opcję, łapaliśmy więc wifi w miejscach, które udostępniały sieć (jeśli potrzebowaliśmy coś sprawdzić) lub zdawaliśmy się na spontan (co też ma swój urok) 🙂

Z aktualnymi regulacjami dotyczącymi danych komórkowych za granicą możemy przemieszczać się po Europie niemal “jak w domu”, mając na bieżąco dostęp do danych komórkowych i do Internetu. I ja to również bardzo cenię!

3. Jedzenie

Gwoli wyjaśnienia – jadąc do Azji wiedziałam, że spróbuję wyśmienitego jedzenia i smaków, których moje podniebienie jeszcze nie znało. I faktycznie tak było! Choć (przez brak stałego dostępu do Internetu) natknęliśmy się też na kilka ‘pułapek turystycznych’), kuchnia azjatycka (w szczególności japońska i chińska) bardzo nam smakowała. Kuchnia tajska to również pyszna opcja, jednak ta autentyczna jest… piekielnie ostra, do czego nasze kubki smakowe nie były przyzwyczajone. Smakując jednak tych odmiennych potraw po paru tygodniach zatęskniłam nieco za kuchnią włoską (i nie tylko – jestem wielką fanką kuchni francuskiej i hiszpańskiej!), którą wielbię całą sobą! Tu chyba nie trzeba więcej wyjaśniać 🙂

4. Odległość i koszt podróży – kraje śródziemnomorskie na wyciągnięcie ręki

Jedną z rzeczy, które dodatkowo doceniam mieszkając w Europie to odległość do krajów śródziemnomorskich, które są na wyciągnięcie ręki. Jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu podróż do Włoch czy Hiszpanii była marzeniem dla wielu osób. Dzisiaj, z otwartymi granicami, dostępem do technologii i tanimi lotami możemy przemieścić się do krajów śródziemnomorskich w dwie godziny, a decyzję o podróży (jeśli chcemy) możemy podjąć nawet poprzedniego dnia (co osobiście się mi zdarzyło :D). Z tanimi liniami lotniczymi otwierającymi coraz więcej korzystnych cenowo połączeń możemy naprawdę tanio podróżować odwiedzając wiele zakątków Europy. Tego samego dnia możemy zjeść śniadanie w naszym mieszkanku w Polsce, a wieczorem włoską kolację w Rzymie! Wybierając się w daleką podróż trzeba być przygotowanym na kilkanaście godzin lotu i następujący po tym jetlag, który może mocno wpłynąć na nasze samopoczucie przez pierwsze dni po podróży. Chociaż, jak już wspominałam, warto się poświęcić dla zobaczenia świata! 😉

___

Dalekie podróże uświadamiają mi często, że jestem szczęściarą, że mieszkam w Europie (tak blisko Włoch <3). Że żyję w czasach, w których mamy tak łatwy dostęp technologii, w których świat wydaje się dużo mniejszy niż kiedyś, gdyż podróżowanie stało się dostępniejsze i tańsze. Jestem osobą bardzo ciekawą świata, a gdy podróżuję czuję, że żyję! Mam na swojej liście ‘to see’ wiele krajów i miejsc na świecie. Kraje śródziemnomorskie zawsze będą jednak taką moją “bezpieczną przystanią”, do której mogę się udać niemal w każdej chwili (a w przyszłości może nawet tam zamieszkać?). Bardzo to doceniam, a powroty z dalekich zakątków do domu są dla mnie również przyjemną częścią podróży. Bo czuję, że wracam do domu (Europy), który na wyciągnięcie ręki oferują nam tak wiele – wspaniałą pogodę, niepowtarzalną historię, kulturę, sztukę, przepyszne jedzenie. I choć na mojej liście mam do odwiedzenia wiele krajów Azji, Ameryki Północnej i Południowej, kraje śródziemnomorskie zawsze będą miały specjalne miejsce w moim sercu!

 

A jak to jest u Was? Czy podróżując do innych miejsc czujecie sentyment do Włoch? Czy wracacie z utęsknieniem do krajów śródziemnomorskich?