Apulia nieco pod prąd [Autostrada del Sole gościnnie]

kamila kowalska autostrada del soleAutorką wpisu jest Kamila Kowalska, od 2003 r. zanurzona w rzymskiej codzienności. Gdy tylko pozwala jej na to czas i obowiązki, wymyka się jednak z Wiecznego Miasta, by poznawać wciąż inne zakątki Półwyspu Apenińskiego. Wrażeniami i odkryciami ze swoich podróży dzieli się na autorskim blogu Autostrada del Sole. Z tej pasji „bycia w drodze” i opowiadania o tym, powstało już kilka przewodników: o Rzymie i Watykanie, Toskanii, Mediolanie i ostatnio, najnowszy, o mniej znanej Wenecji.

 

Do położonej na południu Włoch Apulii przyjechałam po raz pierwszy latem 2003 r. Poznałam ten region jako skąpany w słońcu, o spękanych kamienistych bądź też rozległych piaszczystych plażach, gdzie na próżno było szukać innych amatorów słońca i kąpieli. Zapamiętałam też z tamtego okresu szczególne lokalne zwyczaje – np. ten, że na kolacje z mięsem w roli głównej jeździło się do miejscowości Cisternino. Najlepsze knajpy miały w jednej części stoliki, a w drugiej sklep mięsny. Stojąc przy ladzie, wybierało się upatrzone kawałki i mówiło właścicielowi w jaki sposób ma je podać.

Dzisiaj Apulia to jedna z wizytówek włoskiej turystyki nadmorskiej: pełna modnych kurortów, eleganckich restauracji i wręcz oblegana przez przyjezdnych z różnych stron kraju i świata. Ja lubię jednak wracać do mojej Apulii z przeszłości, odnajdując ją w miejscach, o których nie wspominają przewodniki turystyczne. Tak było np. w Taviano, odległym o kilkanaście kilometrów od tutejszej mekki turystów – Gallipoli.

Miejscowość sama w sobie nie oczaruje, jednak dla zawziętych poszukiwaczy rezerwuje swoiste perełki. W moim przypadku, pierwszą była wynajęta chatka. Mała, jednoizbowa, maksymalnie dla dwóch osób, chociaż zamieszkiwały ją też okazjonalnie (i to gromadnie) niewielkie jaszczurki i nieco bardziej okazałe od tradycyjnych pająki. Był to i tak całkiem niezły wynik, bo jak opowiedziała mi właścicielka domku, jej dziadek zapewniał tu kiedyś nocleg nawet dwunastu osobom. Chatka usytuowana była na uboczu wioski, praktycznie w szczerym polu, i gwarantowała szereg atrakcji dalekich od wielkomiejskich. Np. prysznic pod drzewem, relaks w otaczającym ją ogrodzie w cieniu granatowców i agaw, czy też wszechobecny święty spokój. I to przez całą dobę.

Apulia domek

Drugą z perełek odkryłam pewnego wieczoru, szukając miejsca na kolację. Niepozorna z zewnątrz restauracja „Corte degli Aranci” (co w wolnym tłumaczeniu przekłada się na „Dziedziniec Pomarańczy”), okazała się mieć w środku nic innego jak tylko… wspaniały dziedziniec z drzewkami pomarańczy. Jak to czasami warto zaufać nazwom! 🙂 Zaserwowane tam potrawy były zresztą równie rajskie jak cała otaczająca mnie sceneria.

Taviano miało też ten wielki plus, że w odległości kilku lub maksymalnie kilkunastu minut jazdy samochodem można było znaleźć różne plaże. Ja, mając naturę jaszczurki, wybierałam zazwyczaj te skaliste, np. Marina di Mancaversa czy Punta della Suina (ta ostatnia jest też po części piaszczysta).
Apulia lokalna plaża
Obydwie okazały się idealnym miejscem do skoków do wody, podwodnego oglądania kolorowych ławic ryb ale raczej trzeba tu zapomnieć o leżaku i parasolu. Piaskiem można się za to nacieszyć do woli w innych miejscach – np. w Torre del Pizzo czy Baia Verde.

Kamila Kowalska

Autorka bloga Autostrada del Sole

www.autostradadelsole.com